Dni miasta powinny być świętem mieszkańców, rodzin i młodzieży, a nie promocją najpłytszych wzorców kultury masowej. Jeżeli na publiczną scenę zaprasza się wykonawców kojarzonych z nurtem pseudo-rapu, w którym często ważniejsze od treści są poza, wulgarność, imprezowy styl życia i sztucznie budowany wizerunek, to trzeba zadać proste pytanie: czy naprawdę taki przekaz chcemy finansować z pieniędzy publicznych?
Nie chodzi o zakazywanie muzyki ani o walkę z rapem jako gatunkiem. Chodzi o odpowiedzialność. Wydarzenia miejskie są dostępne także dla osób nieletnich. To, co pojawia się na scenie opłacanej lub współopłacanej ze środków publicznych, powinno być zgodne z elementarną troską o wychowanie, kulturę słowa i dobry przykład.
Miasto ma prawo organizować koncerty popularnych artystów, ale popularność nie może być jedynym kryterium. Samorząd powinien promować twórców, którzy coś budują: poziom artystyczny, lokalną wspólnotę, wartościową rozrywkę, a nie przekaz oparty na pustym efekcie, komercyjnej prowokacji i normalizowaniu zachowań, których później szkoła, rodzice i wychowawcy próbują młodzież oduczać.
Środki publiczne powinny służyć kulturze, nie promowaniu pseudokultury.